Spadł u mnie śnieg. Nareszcie! Na punkcie śniegu też mam mała obsesję :p. Co mi powiecie ciekawego? Nic? To ja wam opowiem krótką historię z wczoraj.
Mieszkam blisko lasu. Wspominałam o tym. Wczoraj bawiłam się z Rokim i robiłam zdjęcia. Tresowałam go i bawiliśmy się w śniegu. Zachciało mi się iść na spacer, więc poszłam z Rokim do lasu. Biegaliśmy, starając się nie wychodzić na ścieżki (bo tak po lesie jest fajniej). Jednak drogę przecieła nam dróżka i byliśmy zmuszeni iść nią. Idziemy spokojnie a tu nagle koło dróżki sarna! Była martwa. Dookoła krew, rana oderwana noga z przodu, wystające, zakrwawione kości. Łzy podeszły mi do oczu. Roki obwąchiwał wszystko dookoła ale samej sarny nie tknął. Wiedziałam, że tu nie jest bezpiecznie, że drapieżnik może tu zaraz wrócić. Ruszyłam więc do domu.
Taka sytuacja. Nie wiem co o tym myśleć. Chyba nic. To nie mógł być człowiek, bo przecież wziąłby ją. Na razie postaram się chodzić w inne części lasu albo w ogóle tam nie chodzić. Pamiętam jak kiedyś Nuka i Suzi upolowały sarnę. Odciągnęłam je i tata zakopał ciało sarny. Oszczędzę wam zdjęć, bo to naprawdę nieprzyjemny widok. Chyba, że ktoś mi nie wierzy to niech napisze w komentarzu to zdjęcia wstawię w następnym poście.
Pa!
ja nie wierzę.. daj zdjęcia
OdpowiedzUsuńzmień czcionkę na Times new roman, z tej nic się nie da rozcyztac
niestety narazie nie mogę, bo jestem chora. Myślę, że jutro mi się uda
Usuń